Hello and Welcome!
Ci, którzy dzielnie śledzą MG oraz gram.pl wiedzą, że w piątek miało miejsce spotkanie naszego nowego klubu MG Masters. Poniżej pełna (albo i nie) relacja z tego spotkania, którego o mały włos nie doszłoby do skutku.
Wieczór w piątek. Wszystko już gotowe. 19:55 czas odpalić grę, aby poprowadzić spotkanie. Jeszcze wcześniej o 19:30 razem z fifomaniakem modliliśmy się, aby nie było więcej niż 8 osób. W ostatecznie strach miał wielkie oczy. W trakcie próby połączenia się z fifem oraz z Zaixem TDU pokazało swoją “dobrą” stronę. 10 minut straconych na nieudanych próbach połączenia i zwiecha mojego kompa, która miała opłakany skutek - utrata save’a. To był zawał. 85% gry poszło się - delikatnie ujmując - jebać. Jednak rady zaczerpnięte tu i tam pomogły, co doprowadziło do tego, że save ożył. Znów byłem w grze i przy życiu. Więc mogłem wrócić do prób łączenia. 30 minut straconych na nieudanych próbach połączenia to nic wielkiego. Była 20:40 kiedy ruszyliśmy. Nie minęło 5 minut i z 7 (albo 6 - kryzys wieku średniego i nie pamiętam :P) obecnych zostało… 4. Potem było jeszcze gorzej. Zostało nas tylko 2 - ja oraz fifomaniak. Na zegarku była 22, a spotkanie było porażką. Kiedy już mieliśmy zakończyć przejażdżkę po ledwie 40km pojawili się inni gracze. Tak, straciliśmy 2h jazdy, a ci sobie przypomnieli, że jest spotkanie… Oczywiście mogło być gorzej i wcale mogłem nie wrócić już do gry i musiałbym wszystko od nowa robić. Ponad 100h gry mogło przeminąć…
Nasza trasa była podzielona na 4 etapy o łącznej długości 182km. Zaczęliśmy na wschodzie, blisko od siedziby naszego klubu. Potem przejechaliśmy wschodnim i północnym wybrzeżem i przecięliśmy środek wyspy docierając na południe. Z południa wróciliśmy do klubu. A potem jeszcze zmiana samochodów na kategorię B i mała przejażdżka pod zajazd oddalony od 40km, ale dzięki lub przez nieuwagę jadących za mną - przewodnikiem zrobiliśmy tourne pod latarnię. Ale w sumie kto mógł przypuszczać, że Raven nagle powie, żeby skręcić w prawo, szczególnie, że wylądowałem na poboczu… To powinno nauczyć tego, że nie wyprzedza się prowadzącego.
Cóż, pod latarnię dotarliśmy w ilości 3-ech. I wiecie co? Następnym razem czekamy 30 minut góra i wyłączamy grę. To co było w piąte ani trochę mi się nie podobało. Nawet mimo tego, że jechałem w DB9.
I po tym spotkaniu poleciały nowe zaproszenia. Każde kolejne spotkanie to nowe zaproszenie do klubu. Kiedy następne? Jeśli serwy gry wrócą do normy to w piątek.
A teraz słów kilka od fifomaniaka.





