Blog MotoGames


Spotkanie klubowe, które mogło zakończyć się zanim się zaczęło
kwiecień 13, 2008, 3:21 pm
Kategoria wpisu: Michał Raven, MotoGames, PC, Test Drive Unlimited

Hello and Welcome!

Ci, którzy dzielnie śledzą MG oraz gram.pl wiedzą, że w piątek miało miejsce spotkanie naszego nowego klubu MG Masters. Poniżej pełna (albo i nie) relacja z tego spotkania, którego o mały włos nie doszłoby do skutku.

Wieczór w piątek. Wszystko już gotowe. 19:55 czas odpalić grę, aby poprowadzić spotkanie. Jeszcze wcześniej o 19:30 razem z fifomaniakem modliliśmy się, aby nie było więcej niż 8 osób. W ostatecznie strach miał wielkie oczy. W trakcie próby połączenia się z fifem oraz z Zaixem TDU pokazało swoją “dobrą” stronę. 10 minut straconych na nieudanych próbach połączenia i zwiecha mojego kompa, która miała opłakany skutek - utrata save’a. To był zawał. 85% gry poszło się - delikatnie ujmując - jebać. Jednak rady zaczerpnięte tu i tam pomogły, co doprowadziło do tego, że save ożył. Znów byłem w grze i przy życiu. Więc mogłem wrócić do prób łączenia. 30 minut straconych na nieudanych próbach połączenia to nic wielkiego. Była 20:40 kiedy ruszyliśmy. Nie minęło 5 minut i z 7 (albo 6 - kryzys wieku średniego i nie pamiętam :P) obecnych zostało… 4. Potem było jeszcze gorzej. Zostało nas tylko 2 - ja oraz fifomaniak. Na zegarku była 22, a spotkanie było porażką. Kiedy już mieliśmy zakończyć przejażdżkę po ledwie 40km pojawili się inni gracze. Tak, straciliśmy 2h jazdy, a ci sobie przypomnieli, że jest spotkanie… Oczywiście mogło być gorzej i wcale mogłem nie wrócić już do gry i musiałbym wszystko od nowa robić. Ponad 100h gry mogło przeminąć…

Nasza trasa była podzielona na 4 etapy o łącznej długości 182km. Zaczęliśmy na wschodzie, blisko od siedziby naszego klubu. Potem przejechaliśmy wschodnim i północnym wybrzeżem i przecięliśmy środek wyspy docierając na południe. Z południa wróciliśmy do klubu. A potem jeszcze zmiana samochodów na kategorię B i mała przejażdżka pod zajazd oddalony od 40km, ale dzięki lub przez nieuwagę jadących za mną - przewodnikiem zrobiliśmy tourne pod latarnię. Ale w sumie kto mógł przypuszczać, że Raven nagle powie, żeby skręcić w prawo, szczególnie, że wylądowałem na poboczu… To powinno nauczyć tego, że nie wyprzedza się prowadzącego.

Cóż, pod latarnię dotarliśmy w ilości 3-ech. I wiecie co? Następnym razem czekamy 30 minut góra i wyłączamy grę. To co było w piąte ani trochę mi się nie podobało. Nawet mimo tego, że jechałem w DB9.

I po tym spotkaniu poleciały nowe zaproszenia. Każde kolejne spotkanie to nowe zaproszenie do klubu. Kiedy następne? Jeśli serwy gry wrócą do normy to w piątek.

A teraz słów kilka od fifomaniaka.

Początek spotkania doprowadził mnie do strasznej nerwicy, która ustąpiła dopiero po jakiejś godzinie. A to z powodu, a jakżeby inaczej, problemów technicznych związanych z TDU. Najpierw panika, Raven wchodzi do gry i pisze mi, że skopał mu się sejw, ma do wyboru tylko “Nową Grę”. “Pięknie się zaczyna”, myślę. Na szczęście usunięcie plików z folderu “playersave” jakimś cudem uratowało sytuację. Ufff, 85 % gry nie poszło na marne. Ale to był dopiero początek. Mieliśmy niesamowite problemy z połączeniem się ze sobą, przy mnie był Zaix (z problemami z połączeniem, przez co nie pojechał dalej), kulfonito z forum, jakiś xVirusx, którego pierwszy raz widziałem na oczy, czasem migał mi przed oczami także Replay. Raven stał zaś z Linuxem i kimś jeszcze. I ani jedno ani drugie nie mogło siebie za nic zobaczyć. Wreszcie ruszyliśmy chyba w 5. Po drodze 2 odpadło, została stara ekipa z Gramdriving.pl - ja, Michał Raven i Linux. Po jakimś czasie Linux też musiał spadać i wtedy jakimś cudem zaczęła do nas dołączać ogromna grupa ludzi, często się zmieniających, w większości chyba z forum.gram.p. Od tamtej pory jechaliśmy praktycznie cały czas w 8, było naprawdę fajnie, ale byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy nie musieli czekać na Falconera co chwilę, który nie dość, że pojawił się w wolnym Jaguarze XKR, to na dodatek niestuningowanym, przez co znacznie odstawał od reszty ekipy. Z ogromnym opóźnieniem dotarliśmy pod klub, robiąc ok. 190 km w jakieś 2 godziny od planowanego startu. Ale ponieważ chętnych było sporo, spontanicznie zdecydowaliśmy się zmienić pojazdy na grupę B i ruszyć w dalszą drogę, pod znaną wszystkim latarnię. Co prawda pod latarnię dotarło tylko 3 graczy, ja, Raven i bodajże kulfonito, bo większość odpadła z powodu późnej godziny, ale dopiero 2 część spotkania była prawdziwą esencją TDU. Szybkie, piękne auta, piękne widoki i ryk silników. Ogólnie, jakby nie liczyć pierwszej zmarnowanej godziny, w której kilkakrotnie przychodziło mi na myśl rzucenie tego wszystkiego i odpuszczenie sobie tego dnia, spotkanie było całkiem udane.
Początek spotkania doprowadził mnie do strasznej nerwicy, która ustąpiła dopiero po jakiejś godzinie. A to z powodu, a jakżeby inaczej, problemów technicznych związanych z TDU. Najpierw panika, Raven wchodzi do gry i pisze mi, że skopał mu się sejw, ma do wyboru tylko “Nową Grę”. “Pięknie się zczyna”, myślę. Na szczęście usunięcie plików z folderu “playersave” jakimś cudem uratowało sytuację. Ufff, 85 % gry nie poszło na marne. Ale to był dopiero początek. Mieliśmy niesamowite problemy z połączeniem się ze sobą, przy mnie był Zaix (z problemami z połączeniem, przez co nie pojechał dalej), kulfonito z forum, jakiś xVirusx, którego pierwszy raz widziałem na oczy, czasem migał mi przed oczami także Replay. Raven stał zaś z Linuxem i kimś jeszcze. I ani jedno ani drugie nie mogło siebie za nic zobaczyć. Wreszcie ruszyliśmy chyba w 5. Po drodze 2 odpadło, została stara ekipa z Gramdriving.pl - ja, Michał Raven i Linux. Po jakimś czasie Linux też musiał spadać i wtedy jakimś cudem zaczęła do nas dołączać ogromna grupa ludzi, często się zmieniających, w większości chyba z forum.gram.p. Od tamtej pory jechaliśmy praktycznie cały czas w 8, było naprawdę fajnie, ale byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy nie musieli czekać na Falconera co chwilę, który nie dość, że pojawił się w wolnym Jaguarze XKR, to na dodatek niestuningowanym, przez co znacznie odstawał od reszty ekipy. Z ogromnym opóźnieniem dotarliśmy pod klub, robiąc ok. 190 km w jakieś 2 godziny od planowanego startu. Ale ponieważ chętnych było sporo, spontanicznie zdecydowaliśmy się zmienić pojazdy na grupę B i ruszyć w dalszą drogę, pod znaną wszystkim latarnię. Co prawda pod latarnię dotarło tylko 3 graczy, ja, Raven i bodajże kulfonito, bo większość odpadła z powodu późnej godziny, ale dopiero 2 część spotkania była prawdziwą esencją TDU. Szybkie, piękne auta, piękne widoki i ryk silników. Ogólnie, jakby nie liczyć pierwszej zmarnowanej godziny, w której kilkakrotnie przychodziło mi na myśl rzucenie tego wszystkiego i odpuszczenie sobie tego dnia, spotkanie było całkiem udane.

Brak komentarzy jak dotychczas
Dodaj komentarz



Dodaj komentarz
Znak podział wiersza i akapitu wstawiany jest automatycznie, twój adres e-mail nie będzie opublikowany, stosowanie HTML jest dozwolone: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>